29.06 – 1.07. 2016 #K2dlaPolaków

1 lipca 2016

Po przyjściu karawany do bazy pod K2 w dn. 28.06.16 następne dwa pełne dni spędziliśmy na urządzaniu się w bazie i przygotowywaniu się zespołu do wyjścia, by założyć obóz I.

fot. P. Tomala

Urządzanie się w bazie to przygotowanie messy – dużego namiotu, w którym jadamy posiłki i spędzamy dużo czasu, zwłaszcza wieczorem. Zamontowaliśmy sieć zaopatrującą nas w prąd, poczynając od paneli słonecznych poprzez power banki, regulatory dostarczone nam przez firmę Goal Zero – służące do oświetlenia messy, ładowania laptopów, baterii, kamer, aparatów fotograficznych, etc. Zainstalowaliśmy maszt antenowy do łączności radiowej i radiotelefonu bazowego. Urządziliśmy również magazyn wyprawowy, czyli małą messę, w której złożyliśmy wszystkie nasze 30 ładunków – beczek i worów transportowych niesionych przez portersów i muły. Wprawdzie początkowo w magazynku garażował yak zu (skrzyżowanie yaka z krową), który szedł z nami karawaną, ale gdy wyjechał w swoją ostatnią podróż ziemską, mogliśmy posegregować tam nasz sprzęt wyprawowy, który sukcesywnie będziemy wynosić do obozów, czyli: namioty, śpiwory, liny, maszynki gazowe, karimaty, szable śnieżne, łopaty lawinowe oraz jedzenie, czyli: liofilizaty z Lyofoodu , batony energetyczne ZmianyZmiany, węglowodany i elektrolity Vitargo, żele energetyczne, etc. Niestety nie mogliśmy posegregować kartuszy gazowych, bo ładunek gdzieś zaginął po drodze i współdziałający z nami Włoch Simone Laterra wsparł nas własnymi. Wciskano nam wprawdzie, że gaz utonął w trakcie wypadku z mułem, jednak Chmielu z Jarkiem uczestniczyli w ratowaniu muła (muł wpadł z ładunkami do rzeki lodowcowej, czyli lodowej rynny bobslejowej i robił w niej za okręt podwodny), więc ta wersja nas nie przekonała. Cała karawana (ok. 10 wypraw od 2 osobowych do 5 osobowych + grupy trekkingowe – łącznie ponad 30 osób) w Gore2 rozdzielała się na tę idącą do BC Gasherbrumów i BC K2, więc nie było siły, żeby czegoś nie zamieszano.

W bazie podzieliliśmy się obowiązkami: Chmielu – jedzenie; Jarek – medyczne i sprzęt; Piotrek –przekaz, łączność; Paweł i Chmielu współpraca z wyprawami, czyli rozpoznanie co, kto, kiedy i jakich używa częstotliwości. Część tych informacji przydała się już dzisiaj podczas zakładania obozu I. Messę mamy wyłącznie dla siebie, ale sąsiadujemy z messą Meksykanów, Węgrów i Hiszpanów, których zaopatruje ta sama kuchnia co nas. Himalajski światek to dosyć mały krąg, więc Meksykanie i Węgrzy to nasi znajomi sprzed dwóch lat z wyprawy na Broad Peak Middle.

Kibelki, czyli namiotowe sławojki wielkości budki telefonicznej cieszą się dużym powodzeniem –mimo używania żeli antyseptycznych i mycia rąk –przed messą zawsze stoi termos z ciepłą wodą –większość dopadły problemy żołądkowe, więc zapas lopermidu i nitrofuroksazydu jest już na wykończeniu. Są jeszcze showery, czyli takie same kibelki tylko do kąpieli. Furorę robi pompka – prysznic przypominający pojemnik do oprysków – po napompowaniu nim wody ma się prawdziwy prysznic.

Zespół, który dziś w nocy wyszedł do góry, czyli Piotr, Paweł, Jarek, Chmielu plus Simone wczoraj przygotowywał się do wyjścia, czyli kompletował cały ładunek do wyniesienia: śpiwory, karimaty , namioty, szable, tyczki, łopata, gaz, liofy, żele, batony, zupki; ostrzył raki, robił roztwory do camelbagów, po czym po spakowaniu plecaków i przeważeniu ich okazało się, że są za ciężkie więc nastąpiło odejmowanie czego się dało. A że za dużo nie dało się odjąć, więc plecaki swoje ważyły… Zespół poszedł spać wcześnie, bo ok. 20:00 zamówiwszy wcześniej na śniadanie jajka sadzone i omlety. Po pobudce o 2 w nocy i zjedzeniu śniadania w postaci porridge i jajek na twardo wyruszył do ABC skąd pod ścianę (ok. 2 godzin), by ok. 10:00 zameldować, że są w obozie I na wys. 6050m , w którym…. nie ma miejsca na namioty, bo każdy skrawek jest zajęty przez namioty innych wypraw, a miejsca tam mało. Tak więc obóz I stoi, tyle że w worku depozytowym w ścianie. I tu się przydały wizyty i wypracowane kontakty – chłopcy śpią w użyczonych namiotach innych wypraw, a jutro rano pójdą kilkaset metrów wyżej na lekko (tzw. impuls aklimatyzacyjny), po czym zjadą do ABC, by tu zostawić część ekwipunku w beczce dostarczonej im jutro rano przez kończącego kurację Jurka. Oczywiście beczka będzie na kłódkę, bo zaufanie do innych to jedno a troska o sprzęt to drugie.

Pozdrawiamy!
Ekipa K2dlaPolaków: Jurek, Piotrek, Paweł, Chmielu, Jarek 

  • Patronat
    Partnerzy
    Sponsorzy Wsparcie