Zakładanie obozu I – relacja Pawła Michalskiego

4 lipca 2016

Krok za krokiem, oddech goniący oddech…ile jeszcze? Śnieżny stok o nachyleniu ponad 50 stp wydaje się nie mieć końca. Ciążące, ponad 16kg plecaki zgniatają płuca, każdy ukradkowo zerka na alitmetr, a metrów nie chce przybywać.


Podejście do obozu 1

Jeszcze parę godzin temu, w ciepłych śpiworach śniliśmy o słonecznych plażach i wakacyjnych rozkoszach. Brutalny dźwięk budzika przed drugą nad ranem, 1 lipca, zainicjował nasze pierwsze wyjście aklimatyzacyjne do Obozu 1 na K2. Ok. 3 zaczęliśmy przemierzać trasę do ABC (Advanced Base Camp – Baza Wysunięta), w groźnym cieniu lodowca Negrotto. Jest zaskakująco ciepło, nie mniej niż –2/-3 stp. Po godzinie wchodzimy w górne spiętrzenie lodowca (Godwin-Austin). Jest dobrze, niewiele wiszących seraków i niebezpiecznych szczelin. Po, w sumie, niecałych 3 godzinach, znaleźliśmy się u podstawy ściany. Krótki odpoczynek i przepak. Ruszamy, aby wykorzystać do maksimum czas, kiedy słońce nie oświetli stoku, zamieniając go w piekarnik.

Kolejna przepinka wyprowadza pod skały, wiszące nad nami niczym gargulce na fasadzie katedry Notre Dame. Jeszcze w głowie dźwięczą mi słowa Jurka “chłopcy przede wszystkim bezpieczeństwo”, żegnającego nas w BC, gdy słychać przeraźliwy krzyk “stone, stone!!”. Kawał skały mknie ze świstem – bezpiecznie skuleni przeczekujemy atak materii.


Eksponowane podejście powyżej obozu I. Kilometr poniżej lodowiec Godwin Austin.

Obóz pierwszy na wysokości 6077 m n.p.m. przeraził nas! Nie ekspozycją, nie zagrożeniem wynikającym z obsuwającego się śniegu, a kompletnym brakiem miejsca na rozbicie nawet jednego namiotu! Na szczęście mieliśmy częstotliwości radiowe innych wypraw i udało się załatwić 5 miejscówek w namiotach, które nie były zajęte tej nocy. Uff…jak dobrze przełknąć ciepły płyn po wielu godzinach wspinaczki. Humory dopisują, podobnie jak apetyt. Wywołujemy Jurka i dzielimy wrażeniami z ostatnich godzin i widokami potężnych gór z naszej perspektywy. Lekki posiłek i efekt wysokości powoduje, że ramiona Orfeusza otulają nas jeszcze przed zapadnięciem zmroku.


6200 m n.p.m. wyjście aklimatyzacyjne 200 m powyżej obozu I.

Wielki amerykański stek przeleciał nad namiotem…uderzając o przeciwstok. Co za sen! Cudowny wschód słońca nad pasmem Broad Peak’ów skutecznie przegonił z nas resztki snu. Pakujemy i mocujemy do zbocza depozyt i ruszamy na lekko w stronę Obozu 2. Dwieście metrów wyżej rozkoszujemy się widokami i dobrze spełnionym obowiązkiem aklimatyzacyjnym. Po 4 godzinach, dziesiątkach zjazdów i pokonaniu po raz kolejny lodowca (tym razem w świetle dziennym i o konsystencji włoskiej granity), meldujemy się w BC i…zajadamy się stekiem z jaka przygotowanym przez naszego kucharza.

Relacjonował: Paweł Michalski

Przypominamy, że cały czas trwa zrzutka! https://pomagam.zrzutka.pl/8g5yny

  • Patronat
    Partnerzy
    Sponsorzy Wsparcie